W końcu Franklin przestał się kłócić, a Stella pozostała na swoim miejscu.
Po starcie Stella ze strachu niechcący upuściła torebkę. Franklin pomógł jej zebrać rzeczy i z walizki wypadł rubinowy medalion. Gwizdnął. „Wow, to imponujące”.
„Co masz na myśli?” zapytała Stella.
„Jestem antykwarystą. Ten medalion jest niezwykle cenny. Te rubiny są prawdziwe. Mam rację?”
„Nie jestem pewna. Mój ojciec dał go mojej matce wiele lat temu. Przekazała go mnie, kiedy już nigdy nie wrócił do domu” – odpowiedziała Stella.
„Co się stało?” zapytał Franklin.
„Przepraszam. Nazywam się Franklin Delaney. Chcę przeprosić za swoje wcześniejsze zachowanie. Miałem pewne problemy osobiste, ale to nie jest żadne wytłumaczenie. Czy mogę zapytać, co stało się z twoim ojcem?”
„Mój ojciec był pilotem myśliwca podczas II wojny światowej. Kiedy Ameryka przystąpiła do wojny, odszedł, ale dał ten medalion mojej matce, obiecując, że wróci. Kochali się głęboko. Miałem zaledwie cztery lata, ale wciąż pamiętam ten dzień. Nigdy nie wrócił”.
„To okropne.”
„Tak jest. Wojna nie ma sensu. Nic dobrego z niej nie wyniknie. Moja matka nigdy tak naprawdę nie otrząsnęła się po jego stracie. Mieliśmy problemy finansowe, ale odmówiła sprzedaży medalionu. Kiedy miałem dziesięć lat, dała mi go i kazała go zatrzymać. Ja też go nigdy nie sprzedałem, nawet w trudnych chwilach. Jego prawdziwa wartość tkwi we wspomnieniach, które skrywa”.
Otworzyła medalion i pokazała dwa zdjęcia. „To moi rodzice. Widać, jak bardzo się kochali”.