CZĘŚĆ 2:
Statek wycieczkowy był już na morzu, kiedy zacząłem dzwonić.
Telefon Daniela wciąż nie odpowiadał. Poczta głosowa Rachel była pełna. Ale linia rejsowa? Odebrali po drugim sygnale.
Na początku byli uprzejmi. Potem zdezorientowani. A potem nagle bardzo zainteresowani, gdy powiedziałem słowa „porzucony nieletni” i „hospitalizowany”.
W ciągu godziny nagrania z monitoringu w porcie potwierdziły to, co już wiedziałem: Daniel, Rachel i Ethan weszli na pokład razem. Olivia nigdy nie weszła.
Zamiast tego została zostawiona na przystanku hotelowego autobusu z plecakiem i obietnicą, że „ktoś po nią wróci, gdy tylko problemy z zameldowaniem zostaną rozwiązane”.
Ten „ktoś” nigdy się nie pojawił.
Policjant ze szpitala, detektyw Harris, stał obok mnie, gdy patrzyłem na śpiącą Olivię.
„Chcesz wnieść oskarżenie?” zapytał ostrożnie.
Nie odpowiedziałem od razu. Spojrzałem na jej małą dłoń, w której kroplówka wciąż była lekko krzywa, bo próbowała ją wcześniej wyciągnąć.
„Mogła umrzeć” – powiedziałam cicho.
„To nie jest odpowiedź” – odparł.
„Jest” – powiedziałam.
Pierwszy telefon do Daniela w końcu zadzwonił o 11:47.
Był zirytowany, a nie zaniepokojony.
„Mamo, jestem na rejsie. Co jest takiego pilnego, że nam to psujesz?”
Wyszłam na korytarz.
„Twoja córka jest na ostrym dyżurze” – powiedziałam.
Chwila ciszy.
Potem śmiech. „Olivia? Nic jej nie jest. Pewnie się przeziębiła. Wszystko wyolbrzymia”.
Zacisnęłam dłoń na słuchawce.
„40 stopni gorączki” – powiedziałam. „Silne odwodnienie. Znaleziono ją samą”.
Cisza.
Potem wtrącił się głos Rachel, ostry i obronny. „Załatwiliśmy opiekunkę. Coś musiało pójść nie tak”.
„Jaką opiekunkę?” – zapytałam.
Kolejna cisza. Tym razem dłuższa.
Brak odpowiedzi.
Detektyw Harris gestem wskazał na telefon. Podałem mu go.
„Tu detektyw Harris z hrabstwa Riverside” – powiedział. „Wszczynamy dochodzenie w sprawie narażenia dziecka na niebezpieczeństwo”.
Połączenie zostało przerwane.
Tego wieczoru przyjechała opieka społeczna. Olivia została oficjalnie objęta tymczasową opieką – choć jasno zaznaczyłem, że zostanie ze mną tak długo, jak pozwoli szpital.
Kiedy powiedziałem jej, że jest już bezpieczna, nie uśmiechnęła się od razu.
„Czy są na mnie źli?” – zapytała.
„Nie” – powiedziałem ostrożnie. „Podjęli bardzo złą decyzję. To nie twoja wina”.
Skinęła głową, jakby rozumiała, ale jej wzrok pozostał nieobecny.
Do wieczora skontaktowano się ze statkiem wycieczkowym. Ochrona odprowadziła Daniela i Rachel do gabinetu lekarskiego statku, a następnie do prywatnego pokoju przetrzymywania. Ich wakacje zakończyły się gdzieś pomiędzy Karaibami a zamkniętymi drzwiami, których się nie spodziewali.
Detektyw Harris zadzwonił do mnie ponownie. „Jutro wracają samolotem” – powiedział. „To się skomplikuje”.
„Dobrze” – odpowiedziałem.
Bo jeszcze nie skończyłem.
Nawet nie blisko.