Część 2: Wpatrywałam się w ekran, aż wszystko się rozmazało.
Znali datę od jedenastu miesięcy.
Z Danielem zorganizowaliśmy ślub, dopasowując go do grafiku wszystkich innych, ponieważ moi rodzice zawsze byli „skomplikowani”. Mój ojciec miał zobowiązania biznesowe. Mama pełniła obowiązki wolontariuszki w zarządzie. Caleb przeżywał jeden dramatyczny kryzys za drugim – taki, który w jakiś sposób przeradzał się w nagłe wypadki rodzinne, gdy tylko chciał uwagi. Kiedy jeden z klientów taty zaprosił go na luksusową wycieczkę do Dubaju, moi rodzice zdecydowali się pojechać z nim zaledwie trzy tygodnie przed moim ślubem. Nie prosili mnie o zmianę daty. Nie udawali, że nie mają wyboru. Po prostu go wybrali – tak jak zawsze.
Tym razem różnica polegała na tym, że kamery były obecne.
Nie z powodu niczego powierzchownego. Kuzynka Daniela, Elise, kręciła dokument o współczesnych tradycjach rodzinnych i za naszą zgodą mała ekipa filmowała fragmenty ślubnego weekendu – wywiady, przygotowania, szczere chwile, emocjonalny charakter tego dnia. Miały uchwycić radość. Zamiast tego, w południe filmowali mnie stojącą nieruchomo obok stojaka z sukniami druhen, podczas gdy moja druhna szeptała: „Chcesz, żebyśmy przestali filmować?”.
Powinnam była się zgodzić.
Ale upokorzenie czyni cię dziwnie praktycznym.
Moi rodzice opuścili mój ślub, żeby polecieć do Dubaju z moim bratem. Zamiast tego poprosiłam ojca mojego męża, żeby poprowadził mnie do ołtarza. Ekipa filmowa wszystko nagrała. Film stał się viralem, zdobywając 14 milionów wyświetleń. Kilka dni później miałam 93 nieodebrane połączenia…