„Część 2: Pochyliłem się nad nią tak szybko, że o mało nie strąciłem monitora.
„Co mi powiedziała?” wyszeptałem.
Emily próbowała przemówić, ale wysiłek wykrzywił jej twarz z bólu. Alan wkroczył, poprawiając wenflony. „Ona potrzebuje odpoczynku, Richard”.
„Nie” – wychrypiała Emily. Jej głos był szorstki, cienki, ale naglący. „Koniec z czekaniem”.
Jej palce wbiły się w mój nadgarstek z szokującą siłą. „Daniel… nie jest bezpieczny”.
Zacisnąłem mocniej zakrwawiony materiał. „Czy on ci to zrobił?”
Jej oczy wypełniły się przerażeniem i przez chwilę myślałem, że powie „tak”. Zamiast tego ledwo pokręciła głową.
„Nie… sama”.
Z Alanem wymieniliśmy spojrzenia.
„Emily” – powiedziałem ostrożnie – „co znaczy „Zapytaj go o Denver”?” Zamarła.
To jedno słowo uderzyło ją mocniej niż lek przeciwbólowy. Jej oddech przyspieszył. Kardiomonitor się podniósł.
Alan zaklął pod nosem. „Richard, przestań. Wpędzasz ją w tachykardię”.
Ale Emily patrzyła teraz na mnie z przerażeniem – nie dlatego, że wypowiedziałem to słowo, ale dlatego, że wiedziałem.
„Widziałaś to” – wyszeptała. „O Boże”.
Potem zemdlała.
Wszystko potem potoczyło się błyskawicznie. Alan zlecił badania obrazowe, badania krwi, konsultację psychiatryczną, powiadomienie policji. Stałem na korytarzu z zaschniętą krwią na palcach i zadzwoniłem do Daniela Millera.
Odebrał po drugim dzwonku, zdyszany. „Richard? Próbowałem znaleźć Emily. Wyszła po kolacji i…”
„Jest w St. Mary’s”.
Cisza.
Potem: „Czy z nią wszystko w porządku?”
Zaniepokojenie w jego głosie brzmiało prawdziwie. Aż za prawdziwie. „Przyjedź natychmiast” – powiedziałem i się rozłączyłem.
Policja przyjechała w ciągu piętnastu minut. Detektyw Lena Ortiz, czterdziestolatka, bystre oko, bez zbędnego ruchu. Słuchała, jak opisałem inicjały, wiadomość, sposób, w jaki Emily błagała mnie, żebym nie mówił mu, że żyje.
Ortiz nie zareagowała tak, jak się spodziewałem.
Zapytała: „Czy twoja córka wspominała coś o schowku? Albo o kluczu do sejfu depozytowego?”.
Wpatrywałem się w nią. „Co?”.
Wyciągnęła zdjęcie z teczki i podała mi je.
To był Daniel.
Nie na zdjęciu rodzinnym. Nie na weselu. Na niewyraźnym nagraniu z monitoringu, stojący obok czarnego SUV-a przed federalnym budynkiem biurowym w Denver w Kolorado.
Ścisnęło mnie w gardle. „Co to jest?”.
„Prowadzimy śledztwo w sprawie oszustwa finansowego związanego z biomedycznym startupem” – powiedziała Ortiz. „Firmy-słupki, skradzione dane pacjentów, nielegalne kontrakty na badania. Nazwisko twojego zięcia pojawiło się sześć tygodni temu”.
„To niemożliwe. Daniel sprzedaje sprzęt medyczny”.
„To przykrywka”.
Alan podszedł bliżej. „Co to wszystko ma wspólnego z Emily?”
Ortiz spojrzał na zasłonę wokół Traumy Dwa, zanim odpowiedział. „Myślimy, że znalazła coś, czego nie powinna”.
Podłoga zdawała się pode mną uginać.
Emily wyszła za mąż za Daniela trzy lata wcześniej. Był elegancki, odnoszący sukcesy, uważny. Może za elegancki. Ale przestępca? Nie. Coś bym zobaczył.
Czyż nie?
„Dlaczego go nie aresztowaliście?” zapytałem.
„Nie udało nam się udowodnić spisku” – powiedział Ortiz. „Jeszcze nie. A potem wczoraj w Kansas City zniknął świadek. Dziś twoja córka ląduje na ostrym dyżurze z wiadomością wyrytą na plecach”. Nie musiała mówić reszty.
To było coś poważniejszego niż przemoc domowa.
Daniel przybył przed północą. Wybiegł na korytarz, poluzował krawat, z bladą twarzą i czerwonymi oczami. To przedstawienie przekonałoby każdego.
Może kiedyś przekonałoby i mnie.
„Richard – gdzie ona jest?”
Ortiz stanął przed nim. „Daniel Miller?”
Skrzywił się na widok odznaki, ale tylko na ułamek sekundy. Potem na jego twarzy znów pojawił się smutek. Kontrolowany smutek. Umiarkowany.
„To moja żona” – powiedział. „Co się stało?”
Wyciągnąłem z kieszeni skrawek materiału i uniosłem go.
Jego wzrok powędrował na inicjały.
I to był pierwszy grymas.
Na jego twarzy nie malowało się poczucie winy. Wyrażało się rozpoznanie.
A potem strach.
„To nie moje” – powiedział zbyt szybko.
„To wyszło z jej ręki”.
Przełknął ślinę. „Więc ktoś chce, żeby to wyglądało jak ja”.
Ortiz obserwował go w milczeniu. „Gdzie byłeś dziś między ósmą a dziesiątą?”
„W domu. Potem jeździłeś po okolicy, szukając Emily”.
„Czy ktoś może to potwierdzić?”
Otworzył usta. Zamknął je.
W tym samym momencie zawibrował pager Alana. Spojrzał w dół, zmarszczył brwi i mruknął: „To dziwne”.
„Co?” – zapytałem.
„Właśnie przesłano tomografię Emily”. Spojrzał na mnie zaniepokojony. „Richard, chodź ze mną”.
Weszliśmy do sali radiologicznej. Jej zdjęcia kręgosłupa jarzyły się na ekranie, upiorne i ostre.
Byłem chirurgiem przez trzydzieści sześć lat. Znałem to ciało. Wiedziałem, co w nim jest.
To nie.
Coś małego i metalicznego tkwiło pod skórą w pobliżu jej lewej łopatki, niewidoczne z zewnątrz. Nie kula. Nie żaden sprzęt chirurgiczny.
Alan przybliżył obraz.
To była kapsułka.
Implant śledzący.
I zanim którekolwiek z nas zdążyło się odezwać, w pomieszczeniu wyłączono prąd.
Wszystkie ekrany zgasły.
Sekundę później, pierwszy krzyk rozległ się echem po korytarzu.